ODRZUCAJĄCY SIEBIE DAWNEGO (BUDZENIE SYNA BOŻEGO)

To jest możliwe tylko wtedy, kiedy my w tym życiu spełniliśmy się całkowicie. Zrobiliśmy wszystko co można, żeby ludziom było dobrze. Ale nagle przychodzi dzień, ale nagle przychodzi czas, kiedy zaczynamy rozumieć, iż życie, które prowadziliśmy, iż spis wartości, iż zapisy jak to ma wszystko funkcjonować (choć były poprawne), to mimo wszystko, nie wystarczają do tego, by ten świat zmienić. Bo gdy tkwimy tylko w jednym miejscu my sami, a reszta ludzi jest nie obudzona, to musimy zrobić coś, by oni się obudzili.

Odrzucający siebie dawnego to ktoś, kto się obudził w duchu, a i nawet na tym poziomie czuje, że nie odnajdzie prawdy o sobie samym. Patrzy duchowo na świat, patrzy duchowo na siebie, ale ciągle brakuje mu jednego elementu: siebie – Syna Bożego służącego już nie tylko ludziom, ale przede wszystkim Bogu.

Budzenie w duchu, czyli stan, w którym człowiek zaczyna odrzucać siebie dawnego świadomie. To, co odkrył (a odkrył w ludziach światło), to wszystko i tak przemija, tak jak i w ewolucji, przychodzi etap na Nowe. I nagle człowiek zaczyna rozumieć, że ten świat można już opuścić. Można w tym świecie się tak odnaleźć, by sama nasza obecność wystarczała do tego, by wszystko coraz lepiej funkcjonowało, a przy okazji patrzeć do góry, by dostrzec tego, który właśnie to wszystko dla nas stworzył. Ten świat coraz lepiej funkcjonuje, my poznaliśmy czym jest radość i nagle zaczynamy czuć to, co najważniejsze: że Bóg nas stworzył. Bóg był samotny. Odkrył ten stan. Ten stan w sobie wyczarował i przez tę samotność przeraził się tego, że jest źle. Stworzył więc kopię siebie, tę kopię stworzył we własnej głowie – wszystkie Rzeczywistości są w jego umyśle, w jego mózgu – tam wyczarował nas, pierwszą postać, która później rozdzieliła się na dwie siły: na Adama i Ewę. I zamieszkało to w świecie duchowym, energetycznym i świecie fizycznym, i nagle Ojciec, poprzez swojego Syna, doświadcza całej Rzeczywistości. Ale Ojciec obdarzył swojego Syna wolną wolą, więc nie może mu niczego zabraniać. Stworzył tu, w swojej głowie, piękny świat – a Syn, ponieważ są różne siły i Syn też musi doświadczać przeciwieństw – czasami tam dzieje się nie tak jak trzeba. Syn cierpi, Syn błądzi. Ale Bóg stworzył też inny mechanizm – sumienie, głos wewnętrzny – dzięki któremu Syn zawsze może zapukać do drzwi własnego Domu i z Ojcem o wszystkim porozmawiać. Kiedy Bóg stworzył Syna był już szczęśliwy i niczego więcej nie potrzebował, ale Syn musi dorosnąć do tego, by odczuć to samo. Musi najpierw doświadczyć całego życia, jego smaku, jego zalet, jego wad, by nasyciwszy się tym wszystkim, nie chcieć już dłużej w tym świecie być, albo inaczej mówiąc: móc w nim być, ale postąpić także krok do przodu – odwrócić się, popatrzeć na Ojca i powiedzieć: Ojcze, czekałeś na mój powrót, czekałeś na mój uścisk. Czekałeś na dzień kiedy ja, bo to ja mam prawo zmieniać te światy a nie Ty, kiedy ja, wezmę Cię za rękę, tak samo jak Ty prowadziłeś mnie za rękę, poprzez innych ludzi i to ja sprowadzę Cię tu w dół, w te światy tak, by to co na górze było i tym co na dole. Ja, twój Syn, przyszedłem Ci pomóc. Ja jestem i jesteśmy już obaj: Ty we mnie, ja w Tobie. Zaczyna się Tatuś dla Ciebie nowy dzień, a dla mnie takie samo szczęście jak wtedy, gdy mnie stworzyłeś, choć Ty odczułeś ogromną radość, ja zaczynam odczuwać ją dopiero teraz. To jest koniec drogi Człowieka-Boga.

Kto to jest Odrzucający Siebie Dawnego? To Syn Ojca, który odważył się odrzucić patrzenie na świat oczyma biorcy. Syn Ojca ma w sobie światło i jest wypełniony poznaniem. Ludzie przenikają w jego życiu jak polne kwiaty, przychodzą i odchodzą. Raz coś po sobie zostawią, kiedy indziej cali siebie zabiorą. Dni przemijają, choć czas stoi w miejscu. Na tej samej ławce widać siedzącego obok nas Boga jak i dusze przygotowujące się do zejścia w fizyczne światy. Możliwe z niemożliwym rozgrzewa dłonie, zmuszając do podjęcia ostatniej decyzji: DO STANIA SIĘ UMARŁYM WŚRÓD ŻYWYCH. Już nie wpływamy na budowę dróg, na tworzenie katedr, na pisanie książek, na budowanie rakiet, mających wynieść cywilizację do nowych przestrzeni. To wszystko i tak jest w nas zawarte i rozwijające się siłą, pasją innych ludzi, innych części nas samego. Po co nam malować skoro inni już to robią? Nikt nie maluje gorzej lub lepiej. Po co budować nam mosty, skoro inni się tym zajmują? Po co płodzić dzieci, skoro tyle ich się rodzi. Po co tworzyć partie, skoro tyle ich stara się wyznaczyć rytm życia każdemu człowiekowi? Po co budować i utrzymywać świątynie, skoro te istniejące uczą już ludzi, że trzeba dojrzeć w końcu do tego, iż są one zaledwie nieudaną kopią jedynej świątyni, jaką jest Mądrość Ludzkiego Duchowego Serca i cały świat.

Wszystko, co potrzebne do uchwycenia życia zostało w nas i na tej planecie stworzone i doświadczone. Tylko jedna rzecz pozostała jeszcze do zrobienia, ostatnia i najważniejsza: BY JEDEN CZŁOWIEK W DRUGIM ROZPOZNAŁ UTRACONEGO BRATA LUB SAMEGO SIEBIE. By wtedy to, co stworzyła ludzka planeta zostało sprawiedliwie podzielone, dając każdemu prawo do konsumowania tego, co wytworzył. By tak się stało, by człowiek przestał być marionetką w rękach ewolucyjnych wypaczeń, musi pojawić się ktoś, kto cały ten świat wypełni Światłem Pojednania, ktoś kto odrzuci podstępne dary, kogo nie zwiedzie fałszywy blask urzędów, pieniędzy i świątyń, ktoś kto w bezinteresownej miłości zechce być kanałem, którym duchowe światło popłynie ku ludziom, wytrącając ich z objęć nieludzkiego systemu. Ktoś, kto przywróci w ludziach utracone zapisy. Ktoś, kto da dostęp do pierwotnego DNA, w którym zawarta jest Księga Wszystkich Ludzkich Dokonań, tak wzlotów i upadków, jak i ostatecznych zwycięstw. Ktoś, kto swoją krwią podzieli się bez obaw, że na tym coś straci. Ten, kto drugiego miłuje – ten kto choremu i drugiemu poda rękę, choćby miał przez to własną stracić – wystarczy, by był. Nawet mówić nie musi. Wystarczy, by śnił, choćby tylko własnym snem, a to co w nim zawarte, co jest częścią Całości, rozleje się po świecie i z wolna sobą wszystko nasączy, tworząc stałe pomosty między możliwym a niemożliwym, między małym i dużym, brzydkim i pięknym, mądrym i głupim, znanym i nieznanym, zagubionym i odnalezionym. I pójdą nimi – tymi mostami – ku prawdzie wszyscy i ci, którzy ją odkryli, i ci którzy o jej istnieniu jeszcze niewiele wiedzą. A na końcu tej drogi widać wyspę i ognisko oraz Boga i tego, który już odkrył kim i czym jest. Pomnożonego w sobie Syna Bożego, który wsparł i ściągnął ku sobie swoje własne doświadczenie. A gdy Syn zjednoczy się w sobie, zawierając właśnie w sobie ludzi, którym pomaga, którzy są przecież nim, to i w Bogu na wieki spocznie pojmując, iż to on sam – Bóg – tworzy i doświadcza tego, co w jego umyśle powstało. Nie może się więc boczyć na to, że chwilowo zapomniał o tym jak ważne są błędy i przeciwieństwa, bowiem bez nich nic by się nie zmieniało, ani nowej wartości nie tworzyło. Dziecko w bólu się rodzi i tak samo w bólu człowiek pojmuje, iż to on sam gra z sobą samym własnymi kartami. Ten, kto pojmie iż JEST BOGIEM – ten pozwoli ludziom malować świat po swojemu, bacząc tylko na to, by byli zdrowi, szczęśliwi i o Ojcu pamiętający.

Bóg dał ludziom wolną wolę, ale nie odebrał im prawa do osobistej jego własnej pomocy. Bogiem-Człowiekiem, nie jest ten, kto ludziom narzuca konkretny obraz Rzeczywistości, ale ten, kto pozbawia ich ograniczeń, pozwalając na rozkwit ich pełnej kreacji. Dlatego bogowie nic nie potrzebują od ludzi, bo wszystko mają. Doświadczają jedynie znanego. Schodzą z Olimpu tylko wtedy, gdy w poszukiwaniu prawdy, gdy w tworzeniu nowego, ludzie tak się pogubią, że powołają do istnienia systemy, które ich samych zaczną w proch ścierać. Bóg-Człowiek siedzi i obserwuje, pomaga i śni tym, co inni w nim zawarci tworzą ani wiedząc, że są jego aktywnymi kopiami.

Odrzuć człowieku swoją wielkość, a więcej w życiu odnajdziesz niż sądzisz. Czemu? Bo Bóg zawsze siebie wspiera, a więc i ciebie, własną cząstkę, którą nazwał swoim Synem. Poznaj naturę Boga, a poznasz samego siebie. Poznaj samego siebie, a poznasz naturę Boga. Kogo o to pytać? Oczywiście Boga. To on Tobą śni. Poproś go o lepsze życie, a je otrzymasz. On chętnie siebie samego w tobie obdaruje, jeśli obdarzona wolną wolą, śniona przez niego cząstka, o to poprosi (ważne, by nie zapomnieć, iż wszystko rozgrywa się w Umyśle Boga).

I powiedz Boże, co mam zrobić, a to zrobię – odpowiada wreszcie mądrze i ostatecznie odnaleziony w sobie Syn Boży. Doświadczyłem wszystkiego, teraz Ojcze czas na naszą wspólną zabawę. Teraz to ja Ci podam rękę. I wtedy moi drodzy, kiedy ujrzycie jak Bóg, choćby w postaci Jezusa, Jezusa nie historycznego tylko tego Boga (czy Boga Twórcy, czy z PozaRzeczywistości), poda wam rękę, a wy jemu, to już zrozumiecie, że nastał dzień, w którym niczego więcej poszukiwać już nie musicie. Na każdą rzecz, nawet na tę, której jeszcze nie doświadczyliście będziecie spoglądać zupełnie inaczej. Będziecie mogli iść drogą i posmakować stojących obok dań, jak równie dobrze tego nie robić, bo i tak nie będziecie czuć takiej presji. To, że istniejecie i to, że Ojciec istnieje i to, że istnieją inni, którzy są wami jak i Bogiem, to wszystko jest takie piękne. To wszystko jest takie majestatyczne, że po prostu NIC TEMU NIE DORÓWNA, ale przy okazji można z ludźmi spędzić piękne chwile. Można tym, którzy się jeszcze nie obudzili pomagać, ale wy już nie będziecie pomagać im sami, bo kiedy sięgnęliście granic Wszechświata i Ojca chwyciliście za dłoń, to on ze wszystkich sił chce już wam do końca waszego, krótkiego w tym ciele, życia towarzyszyć. A potem będzie towarzyszył wam i towarzyszy w światach energetycznych, duchowych i w waszym wspólnym Domu. Tam, w PozaRzeczywistości, w Domu, w którym w niektórych modlitwach byliśmy.

Mam nadzieję (mówi Zbigniew Jan Popko), że to uświadomi wam to, co jest najważniejsze, że POŁĄCZENIE Z BOGIEM daje inne spojrzenie na świat, wycisza i pozwala nam tu inaczej funkcjonować. Czas i przestrzeń, emocje i myśli, potrzeby i zaprogramowany umysł, które niszczą duszę, na nas nie mają prawie wpływu. Podlegamy oczywiście tym zmianom, ale te zmiany nas nie niszczą, nie niszczą spojrzenia na świat. Utwardzają, czegoś uczą, ale to jest po prostu zwykłe życie.

Siedząc przy Bogu po prostu robimy wszystko, by było innym jak najlepiej. A my? A nam zawsze już będzie dobrze, bo ten kto odnalazł Dom Ojca Swego, ten zawsze będzie wiedział, że po prostu wszystko, co było do osiągnięcia, osiągniętym zostało. Samo zaś smakowanie życia trwa i trwać będzie. Więc jak w te stany wejdziecie, to będziecie mogli uruchamiać moc (jeśli ktoś w tych stanach się utrzyma), taką samą jaką uruchamiał Budda i Jezus.

Link do medytacji:

Odrzucający siebie dawnego… Syn Boży podaje rękę Ojcu-Bogu. https://youtu.be/xQkEYy30cnc


Podkast czyta Ania Dardzińska. Definicję opracowano na podstawie materiałów Akademii Wiedzy Duchowej Zbigniewa Jana Popko, zredagowała Aneta Artecka-Rudny.